Czasami jesteśmy zmęczeni.

Czasami pojawiają się pytania: czy to, co robimy, ma sens? Czy idziemy dobrą drogą? Czy ten trud, napięcie, bezradność i emocje są warte ceny, jaką się za to płaci?
I wtedy wydarza się coś takiego jak dziś.
 
Tydzień temu trafiła do nas Dominika – 28-letnia wojowniczka. Kilka razy w swoim życiu wygrała z chorobą. Tym razem jej stan jest bardzo trudny. Kiedy przyszła do hospicjum, zapytała nas… czy mogłaby w czymś pomóc. Bo nie chce tylko biernie leżeć. To było niezwykłe i bardzo poruszające.
 
Cudownym doświadczeniem jest to, że możemy być takim miejscem. Miejscem, w którym Dominika i jej bliscy są razem – dzień i noc. W swoim pokoju stworzyli bardzo osobistą, intymną przestrzeń: ona, jej mama i najbliżsi. Mogą być ze sobą bez pośpiechu, bez przerywania, bez konieczności wychodzenia. My wchodzimy tylko po to, by towarzyszyć, pomóc, być obok – ale to ich czas i ich obecność. To ogromny dar móc dać ludziom taki komfort bycia razem wtedy, gdy to bycie razem jest najważniejsze.
 
W jednej z luźnych rozmów zapytałem Dominikę o muzykę. Powiedziała, że od dzieciństwa towarzyszy jej Michał Wiśniewski i jego piosenki. Gusta się zmieniały, zmieniają się zespoły i artyści – ale on był i jest cały czas obecny w jej życiu.
Wtedy pomyślałem: muszę spróbować.
 
Przez długi czas bezskutecznie szukaliśmy kontaktu. A dziś – tuż przed godziną 20 – udało się. Zadzwoniłem. Michał odebrał. I w sposób absolutnie naturalny, otwarty i piękny od razu zgodził się porozmawiać z Dominiką.
 
Podałem jej słuchawkę.
 
Dominika przez cały dzień była nieprzytomna.
 
Gdy usłyszała jego głos – otworzyła szeroko oczy, uśmiechnęła się i na chwilę wróciła do nas. Te kilka minut dało jej ogrom radości. Jej rodzicom – coś, czego nie da się opisać słowami. Nam wszystkim – głębokie poczucie sensu.
 
To, co Michał powiedział, było dojrzałe, dobre, pełne miłości i czułości. Widać było, że kosztuje go to wiele – a mimo to był. Prawdziwie obecny.
 
I właśnie dla takich chwil warto.
Dla tego jednego uśmiechu.
Dla tych oczu, które nagle się otwierają.
Dla tej jednej chwili powrotu.
 
Dziękujemy, Michale.
Za odwagę, spontaniczność i serce.
Za to, że byłeś wtedy, gdy było to naprawdę ważne.
 
Takie momenty przypominają nam, po co istnieje hospicjum. ❤️